Potrzeba...
Nie wiem, jak to nazwać, wszystko co może się złego wydarzyć, chyba się wydarzyło. Nie są to może dragedie na skalę światową, lecz raczej lokalną, trzymane w grupe związanych ze sobą ludzi. Zeszły tydzień, pod tym kątem nie był w cale gorszy.
Nawet, gdyby pominąć fakty, że się wydarzyły, pewne pytanie nigdy nie dają złapać oddechu. A żyć trzeba dalej, ale co to za życie ?
- Czy można to nazwać zrządzeniem losu ?
- A może po prostu tak miało być ?
Następne pytania nasuwają się same.
- Czy mieliśmy tak naprawdę na to wpływ ?
- Czy mogliśmy coś zmienić ?
Jest źle do tego stopnia, że nawet napisanie, dzisiejszego wiersza, nie sprawiło, że poczułem się choć trochę lepiej. Muzyka, która zawsze potrafiła poprawić mi humor, również mnie dzisiaj zawiodła. A może ze mną jest coś nie tak ? Może po prostu ja się zbytnio przejmuję ? Sądze. że nie. Taka moja przypadłość, przejęcie się kimś innym, innym człowiekiem.
Dla siebie... dla niego...
Człowiek winien zostać wysłuchany, czasami taka rozmowa potrafi zdjąć człowiekowi kamień z serca. Sprawić, aby osoba wysłuchiwana poczuła się lepiej. A to kosztuje jedynie trochę czasu, nic więcej. Czas to naprawdę szatański wynalazek, ciągle jest go za mało, albo nie mamy go w ogóle, nie wspominając jak szybko czas płynie nieubłaganie.
Na zakończenie, wstawiam wiersz, napisany dzisiaj... miał on mi poprawić humor, przynajmniej miałem taką nadzieję, że jak się twórczo choć trochę wyżyję, to mi ulży. Niestety... słowem na zakończenie, obiecuję poprawić wiersz, bo się nie zgadza pare kwestii, tu mam na myśli rymy, albo ich brak. Zresztą, oceńcie sami...
***
W noc głuchą i ciemną,
zajmiemy się osobą pewną.
w niewielkim pokoiku zamkniętą,
niespełnioną, niepewną.
skulony, do kolan swych przyciśnięty,
siedzi wciąż, samotny, niezmienny.
deszcz w szyby marsz pogrzebowy wystukuje,
a on siedzi i nasłuchuje.
chłód od ścian wyblakłych bijący,
nieprzerwany, nieustający.
sen ukojenia przynieść nie może,
gdy koszmarem się wnet staje.
pragnienia niespełnione,
niczym bańki mydlane, nietrwałe, zniszcznone.
wpatrzony przed siebie wciąż zerka,
gdyż innego jedynie potrzebuje człeka.
by się myśli pozbyć natłoku,
by się wypłakać i powstać znowu.
lecz nikt się nie zjawia,
nikt nie przyjdzie się zapowiada.
A myśli potokiem nieprzerwanym,
ciągłym, niepoukładanym.
płynące wciąż nieprzerwanie,
rwącym prądem niebezpiecznie.
gdy walkę o duszę własną przegra
śmierć w oczy zajrzeć się poczywa.
W noc głuchą i ciemną,
zajmiemy się osobą pewną.
człeka innego potrzebowała,
lecz się nie doczekała.
teraz pokój ciałem krwawym ozdobiony,
czeka dalej pusty, samotny.
na człeka innego...
człeka niepewnego...
człeka niespełnionego...
człeka samotnego...
a może kolejnym człekiem będziesz właśnie ty ?